10.01.2017 r. Kazanie wygłoszone podczas Eucharystii w intencjach Wspólnoty św.Moniki. (zobacz)
8.11.2016 r. Kazanie wygłoszone podczas Eucharystii w intencjach Wspólnoty św. Moniki. (zobacz)
9.08.2016 r. Kazanie wygłoszone podczas Eucharystii w intencjach Wspólnoty św. Moniki. (posłuchaj)
10.05.2016 r. odbyła się Eucharystia w intencjach Wspólnoty św. Moniki. (zobacz)
W dniu 19.12.2015 r. odbyła się Msza św. wspólnoty św. Moniki oraz spotkanie i dzielenie się opłatkiem. (zobacz)
8 grudnia 2015 r. odbyła się Eucharystia w intencjach Wspólnoty św. Moniki. Prezentujemy kazanie o. Wojciecha oraz fragment z poświęcenia relikwii św. Faustyny iw. Jana Pawła II. Śpiewa zespół Anonymous.(zobacz)
I. Wątek św. Moniki

"Zamiast głośno się cieszyć, matka moja, ponieważ wiedziała, że obiecałeś spełnić całość jej prośby, i była pewna, że udzielisz również tego, czego jeszcze brakowało, powiedziała mi - z największym spokojem, z taką pogodą, jakie daje zupełna ufność - iż wierzy w Chrystusie, że zanim odejdzie z tegoś świata, ujrzy mnie wierzącym katolikiem. Tyle do mnie rzekła. Do Ciebie zaś, który zdrojem jesteś miłosierdzia, jeszcze goręcej się modliła, płacząc; prosiła, byś jak najrychlej wspomógł mnie i rozświecił moje ciemności Twoimś światłem. Jeszcze gorliwiej biegała do kościoła, słuchała Ambrożego jak wyroczni, bo dla niej to było źźródło wody wytryskającej ku żywotowi wiecznemu. Kochała tego człowieka jak anioła Bożego, gdy dowiedziała się, że to właśnie dzięki niemu zdołałem dojść przynajmniej do tego stanu niepewności i zawieszenia. Nie miała wątpliwości, że muszę przez to przejść, bo tędy biegła dla mnie droga od choroby do zdrowia. Ale miałem jeszcze napotkać na tej drodze groźniejsze niebezpieczeństwo - podobne do tego, co lekarze nazywają kryzysem" (VI 1, s. 113-114).
Ten fragment jest niezwykle cenny, jeśli chodzi o ukazanie procesu, który ma prowadzić do nawrócenia i cenny dla ukazania matki, któraświetnie wyczuwa to, co się w jej dziecku dzieje.
Monika zdawała sobie sprawę z pozytywnych zmian, jakie zachodziły w jej synu, ale zdawała sobie sprawę, że jeszcze jest daleko do pełnego nawrócenia.
Monika zdawała sobie sprawę, że dużą rolę odegrały tu kazania Ambrożego, których słuchał jej syn, dlatego pokochała Śświętego Biskupa jako "Anioła Bożego".
Monika zdawała sobie sprawę z aktualnego stanu syna, z tego, że jest w stanie niepewności i zawieszenia. Czyli nie jest to zamęt, czyli nie jest to jakieś niezwykłe, skrajne uniesienie, ale jest to niepewność i zawieszenie, i ono musi doprowadzić do kryzysu, do poczucia bezradności...
Dlatego Monika tym modli się jeszcze intensywniej, aby to zawieszenie i kryzys doprowadziły do całkowitego nawrócenia.
Takie świadectwo wystawione przez syna Monice jest niezwykle cenne i jest jej apoteozą, bo widać, że była to niezwykle mądra i boża kobieta, znająca w tym wszystkim swoje miejsce.


II. Wątek globalizacji:

"Postmodernizm i radykalny program globalnej etyki"
Z biegiem czasu powszechne prawa człowieka zyskały radykalną autonomię, tracąc bezpośredni związek z obiektywnymi i transcendentnymi ramami moralnymi. Skrajnie immanentna zasada głosząca prawo wyboru jest właśnie skutkiem tego "rozwodu". Mentalność ponowoczesna rości sobie prawo do realizacji swojej wolności przeciwko prawu naturalnemu, przeciwko tradycjom oraz przeciwko objawieniu Bożemu. Od nowa ustanawia rządy "prawa" i demokracji opartej na prawie wyboru, które zawiera w sobie prawo nadawane w imię nowej etyki do podejmowania moralnie złych wyborów: aborcji, homoseksualizmu, "wolnej miłości", eutanazji, wspomaganego samobójstwa, odrzucenia wszelkich form prawowitego autorytetu lub hierarchii, obowiązkowej "tolerancji" wszelkich poglądów, ducha nieposłuszeństwa w różnych postaciach. Tak pojmowane "prawo wyboru" stało się fundamentalną "normą" wyznaczającą sposób interpretacji praw człowieka oraz stanowiącą główny punkt odniesienia dla nowej etyki globalnej. Zastępuje ono i przekracza tradycyjnie pojęcie uniwersalizmu. Stawiając się na poziomie metarzeczywistości, narzuca się jako normatywny autorytet obowiązujący na całym świecie".
Należy więc mówić o światowej wojnie z chrześcijanami. Ma ona krwawe żniwo i w raporcie, który obejmuje lata 2006-2010 i ustalono następujące dane: "chrześcijanie doświadczyli dyskryminacji w 139 krajach, co stanowi prawie trzy czwarte państw świata...aktualnie naświecie 100 milionów chrześcijan doświadcza przesłuchań, uwięzienia, tortur i często śmierci z powodu swojej wiary...zaś Todd Johnson, protestancki naukowiec...ustalił, że w latach 2000-2013 każdego roku ginęło 100 tysięcy chrześcijan"...i w to wpisuje się walka z chrześcijanami w krajach katolickich, jak Meksyk i Kolumbia, gdzie podejmuje się walkę ze zbiorową i zorganizowaną przestępczością, wpisuje się w to, obecna na Zachodzie i w Polsce, christianofobia. I warto przytoczyć tu wypowiedźź kard. Francisa George'a z Chicago: "Ja umrę w łóżku, mój następca w więzieniu, a jego następca umrze na rynku jako męczennik...a kolejny następca pozbiera skorupy z ruin społeczeństwa i pomoże odbudować cywilizację, tak jak Kościół często robił w historii"...(Gość niedzielny, 08.06.2014).
Nie jest więc tak słodko i wspaniale...czy rzeczywiście można mówić o 25 latach wolności...


III. Wątek Ewangelii z dnia:

Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym, że chrześcijanin ma być solą i światłem. Zdajemy sobie sprawę, że dzieci stoją przed różnymi wyborami, a Rodzicom pozostaje trwanie, pozostanie solą i światłem, własne nawrócenie.
I przywołam tu wypowiedźź Gandhiego: "Ty sam się zmień, jeśli chcesz widzieć zmiany w innych", czyli sam się nawróć, jeśli chcesz widzieć nawrócenie w swoich dzieciach...a jeśli się nawróciłeś i żyjesz w postawie przebaczenia i bojaźni, to warto prosić słowami bł. Johna Henry'ego Newmana: "Śświeć przeze mnie i tak bądź we mnie, aby każda dusza, którą spotkam, mogła odczuć Twoją obecność w mojej duszy"
I.
"Przybywszy do mnie, znalazła mnie w stanie groźnego zwątpienia. Gdy jej powiedziałem, że wprawdzie nie jestem chrześcijaninem katolikiem, ale już przestałem być manichejczykiem, nie zapaliła się w niej taka radość, jaką by sprawiła niespodzianka. Jej niepokój o mnie już wcześśniej się ukoił. Modląc się do Ciebie, płakała nade mną jako nad umarłym, ale była też świadoma, że Ty mnie wskrzesisz. W myślach mnie ofiarowała Tobie jakby leżącego na marach, abyś rzekł do syna wdowy: "Młodzieńcze, tobie mówię, wstań" - aby ożył, aby przemówił, abyś go mógł oddać jego matce. Nie zadrżało więc jej serce żadną gwałtowną radością, gdy się dowiedziała, że w tak znacznej części już się wypełniło to, o co prosiła Ciebie każdego dnia wśród łez: wprawdzie jeszcze nie przyjąłem prawdy, ale już oderwałem się od kłamstwa" (VI 1,2, s. 113-114).
Interesująca jest postawa Moniki wobec nowiny, jaką przekazał jej syn. Nie była to wieść o jego pełnym nawróceniu, ale wieść o tym, że jest w pół drogi do wiary. Jednak to, co ważne, to jej postawa równowagi, a może lepiej, postawa właściwego wyczucia, że dzieła pełnego nawrócenia ma dokonać Jezus Chrystus i ona w tym nie może, ani zbyt wiele przyśpieszyć i nie powinna też przeszkadzać. Zdała sobie sprawę, że jej, wdowie, Pan przywraca do życia jej syna i, że w tej sprawie ma zachować pokój. I jest to wyrazem głębokiej dojrzałości duchowej św. Moniki.

II.
"Wraz z przyjęciem "Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka" w roku 1948 zachodnia kultura w przeważającym zakresie uznawała istnienie "prawa naturalnego", porządku wszechświata "nadanego z góry" (a tym samym "prawodawcy"): "wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w swej godności" (artykułu 1). "Powszechna Deklaracja" mówi zatem o wrodzonej godności wszystkich członków rodziny ludzkiej. Jeśli owa godność jest wrodzona, można ją tylko uznać, a same prawa człowieka ogłosić, nie zaś tworzyć z niczego. W 1948 roku pojęcie uniwersalizmu było równoznaczne z uznaniem faktu, że takie prawa istnieją. Uniwersalizm posiadał wymiar transcendentny i dlatego pociągał za sobą określone konsekwencje moralne" (M. Peeters, 22-23).
Niestety należy podejrzewać, że owa Deklaracja powoli otwierała drogę do odłączenia Praw Człowieka od czynnika bożego...tak więc wydział filologiczny zrobił swoje i powoli rzeźźbił pewne sprawy w ludzkiej świadomości, odrywając je od Boga.
Natomiast "kiedy Jan Paweł II wołał do ludzi w październiku 1978 r.: "Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!", chciał im przypomnieć, że korzeniami swojego życia na ziemi wrastają w Początek i w Koniec, czyli w Miłość, jaką jest Bóg; że wrastają w niebo, które jest sensem ziemi, w wieczność, która jest sensem czasu. Kiedy odetną się od nieba i od wieczności, może nie wpadną w ubóstwo, ale na pewno wpadną w nędzę, z którą ma się do czynienia wtedy, kiedy nie ma się dokąd iść. I tej nędzy należy się bać, ale nie ubóstwa!" (S. Grygiel, Na ścieżkach prawdy, s. 59).


III.
13 maja: Matki Bożej Fatimskiej. Krótki komentarz: "Gdy Papież, w 1997 roku, konsekrował kościół Matki Boskiej Fatimskiej w Zakopanem, który ma upamiętniać między innymi zamach na Następcęw. Piotra, powiedział, że sanktuarium zostaje "poświęcone Bogu, ma służyć Kościołowi -- wspólnocie, żywym ludziom". Ponadto, wdzięczny za duchową łączność tego sanktuarium z Fatimą w Portugalii, zachęcił do ewangelicznego wyjaśniania orędzia fatimskiego: "Proście z wiarą, aby ludzie poznali i uznali jednego prawdziwego Boga oraz tego, którego posłał, Jezusa Chrystusa". Oznacza to zatem nie tylko wezwanie do popularyzowania objawień fatimskich (obecny Papież czyni to stosunkowo rzadko), ale głoszenie Ewangelii (dla Jana Pawła II Biblia jest istotnym miejscem odniesienia), w imię wierności orędziu z 1917 roku i w celu wyjaśniania znaków czasu. "Czyż Fatima, miejsce o tak głębokiej wymowie duchowej, nie powinna odegrać doniosłej roli w tej nowej i niezbędnej ewangelizacji? (...). Obie części Europy, zarówno wschodnia, jak i zachodnia, które czerpią życiodajne soki z chrześcijaństwa, muszą się wzajemnie duchowo ubogacać, by Chrystus był przepowiadany w każdym zakątku kontynentu" -- mówił do biskupów portugalskich przed synodem poświęconym Europie (13.05.1991). Czy tych słów nie należałoby uznać za komentarz do orędzia fatimskiego, które mówi o "triumfie Niepokalanego Serca Maryi"? Czyż może być inny triumf poza triumfem Ewangelii? Czyż można rozumieć, chociażby w Rosji, triumf Kościoła jako triumf jednego wyznania?"
Jednak w obecnej sytuacji Rosji - ten znak fatimski w dalszym ciągu pozostaje czymś otwartym.
Wątek św. Augustyna

"Od manichejczyków jednak postanowiłem odejść. Uważałem, że w okresie wątpienia nie powinienem pozostawać w tej sekcie, skoro tezy niektórych filozofów bardziej mi trafiały do przekonania niż jej wierzenia. Stanowczo jednak odrzucałem myśl o powierzeniu troski o uleczenie mej duszy owym filozofom, gdyż nie znali oni zbawczego imienia Chrystusa. Postanowiłem - zgodnie z życzeniem moich rodziców - pozostać katechumenem Kościoła katolickiego aż do czasu, gdy mi zabłyśnie jakieś pewne światło, według którego będę mógł kroczyć naprzód" (V 14, s. 112). Poniekąd tymi słowami św. Augustyn podsumowuje swoje poszukiwania i błądzenia - jednak odrzuciwszy błędy nie wybrał jeszcze do końca prawdy, ale stanął na drodze, która go doprowadzi do życia w Chrystusie.
Księgę szóstą zaczyna słowami: "nadziejo moja od młodości, Boże mój, gdzie byłeś przez cały ten czas?" Jest to ważne stwierdzenie, bo pomimo błędów, to jednak Augustyn szukał nadziei w Bogu, choć ostateczne zawierzenie dokonywało się powoli.
I to w takim okresie przejściowym, czyli w czasie jego pobytu w Mediolanie, a warto zaznaczyć, że przybył do Mediolanu w 384 r. "Wysyła (Symmachus) Augustyna jako profesora retoryki do Mediolanu, gdzie odwiedza on katolickiego biskupa Ambrożego, autora traktatów teologicznych i pięknych utworów; słucha jego kazań". Rok później, w 385 przybywa do Augustyna matka, Monika, zapewne już wtedy jej towarzyszy drugi syn, rodzony brat Augustyna, Nawigiusz...i tak o tym wspomina: "Teraz przybyła do mnie matka moja. Pobożność dała jej siłę do wędrowania za mną przez ziemię i morze, a ufność pokładana w Tobie obdarzyła ją spokojem niewzruszonym wśród wszelkich niebezpieczeństw. Gdy okrętowi groziło zatonięcie, to właśnie ona dodawała otuchy marynarzom, tym, do których podróżnicy nie obyci z morzem zwykle zwracają się o pomoc i pokrzepienie, ilekroć trwoży ich burza. Obiecała im bezpieczne przybicie do portu - Ty sam bowiem to jej obiecałeś w widzeniu" (VI, 1, s. 113). Można zwrócić uwagę na dwie sprawy w postawie matki: "pobożność dała jej siłę do wędrowania za mną przez ziemię i morze", pobożność dobrze pojęta oznacza postawę dziecka wobec Boga Ojca, oznacza, że w tym przypadku Monika odrodziła się duchowo, stała się dzieckiem w Synu i dzięki tej pobożności miała siłę do owego wędrowania za synem. A co innego to, w jakiej formie ta pobożność się wyraziła, jednak tu mówimy o istocie pobożności. Natomiast jej dopełnieniem jest ufność, czyli dziecko ufa Bogu, ufa w każdej sytuacji, stąd jej takie, a nie inne zachowanie w czasie burzy na morzu ...
Możemy więc powiedzieć, że Monika przybywa za synem do Mediolanu już duchowo odrodzona, a to ma znaczenia dla wyjaśnienia jej dalszego zachowania i tego, co się zadzieje pomiędzy nią i jej synem.


Wątek globalizacji
"Jednak pojęcie wolnej woli zaprzecza normatywnemu charakterowi wartości postmodernistycznych, a w szczególności prawu wyboru - najwyższej wartości nowej kultury. Postmodernistyczny radykalizm zakłada, że jednostka, aby móc korzystać ze swego prawa wyboru, musi być zdolna do wyzwolenia się z wszelkich ram normatywnych - czy to semantycznych (jasne definicje), ontologicznych (byt; rzeczy dane z góry), politycznych (suwerenność państwowa), moralnych (normy transcendentne), społecznych (tabu; to, co zakazane), kulturowych (tradycje), czy w końcu religijnych (dogmat; doktryna Kościoła). Takie rzekome "wyzwolenie" staje się zatem "imperatywem" nowej etyki. Osiąga się je poprzez destabilizację oraz dekonstrukcję (dwa kluczowe pojęcia postmodernizmu), jasnych definicji, treści językowych, tradycji, bytu, instytucji, obiektywnej wiedzy, rozumu, prawdy, prawomocnej hierarchii, autorytetu, natury, wzrostu, tożsamości (osobistej, generycznej, narodowej, kulturalnej, religijnej...), tego wszystkiego, co w powszechnym mniemaniu ma charakter uniwersalny, czyli w konsekwencji również wartości judeochrześcijańskich i treści pochodzących z objawienia Bożego" (M. Peeters, Nowa etyka...).
Nie wiem, czy zdajemy sobie sprawę z doniosłości obecnych przemian i niezależnie od tego, co stanie się na Ukrainie, co zrobi Obama czy Putin - ta rewolucja duchowa jest proponowana i wprowadzana w życie...można tu przywołać kolejny raz Lewisa: "Zwróć uwagę raz jeszcze na zadziwiające osiągnięcia naszego Oddziału Filologicznego, który w miejsce pochodzącej od Nieprzyjaciela, pozytywnej Miłości Bliźniego wprowadził negatywne niesamolubstwo. Dzięki temu możesz od samego początku wpajać w umysł pacjenta, by wyrzekł się pewnych wartości nie po to, by nimi uszczęśliwiać innych, lecz tylko po to, by rezygnując z nich, sam stał się niesamolubnym". Czyli Oddział filologiczny piekła opracował sposób, w którym pojęcie wolnej woli zastąpił prawem wyboru...i działa, wydaje się, że to świetnie działa...


Wątek Ewangelii z dnia
Jednak dzisiejsza Ewangelia stanowi dla nas pokrzepienie i jest inną propozycją: przez podjęcie modlitwy Ojcze nasz wchodzimy w inną rzeczywistość, może otwierać się z Jezusem na stawanie się w Nim dzieckiem...a to jest dla każdego z nas kluczowym zadaniem życiowym i nadzieją, dla osób, za które duchowo jesteśmy odpowiedzialni...stąd takie duże znaczenie ma wchodzenie w tajemnicę modlitwy Ojcze nasz...
Zakończenie. Wielki Post jest dla nas darem i zadaniem - albo z Jezusem uczymy się odmawiać Ojcze nasz, albo słuchamy potężnej fali, który woła nas, aby sięgnąć po prawo wyboru kosztem wolnej woli...

Spotykamy się na Eucharystii w dniu chorych. W kontekście Wspólnoty św. Moniki - pytamy się zarazem o chorobę w jej powiązaniu z duchowością.

Pierwszy wątek.
"Podźwgnąłeś mnie więc z choroby, przywróciłeś synowi Twej służebnicy zdrowie ciała, abyś później mógł go obdarzyć lepszym i pewniejszym uzdrowieniem" (V 10,1, s. 106);
Mamy dwa dopełniające się obrazy. Monika modli się za syna, modli się usilnie, zaś on po przybyciu do Rzymu zapada na dziwną i ciężką chorobę i potrzeba czasu, aby z niej wyszedł. I to z pewnością pozwoliło mu jeszcze bardziej zbliżyć się dośrodowiska manichejczyków i głębszej ich obserwacji; nabierał do ich przekonań religijnych i coraz większego dystansu.
Zaczynało się jego powolne uzdrowienie, zaczynające się od wyjścia z choroby w znaczeniu fizycznym...

Drugi wątek.
"Rozruchy majowe w roku 1968, odrzucenie moralności i autorytetu, radykalne uwielbienie dla wolności osobistej, jak również szybko postępująca sekularyzacja, stworzyły warunki umożliwiające przejście społeczeństw zachodnich do etapu cywilizacji nierepresyjnej, której rzecznikiem był Herbert Marcuse - ojciec postmodernistycznej rewolucji kulturalnej na Zachodzie. Postmodernizm oznacza destabilizację naszego racjonalnego i teologicznego pojmowania rzeczywistości oraz podważenie antropologicznej konstytucji przekazanej rodzajowi ludzkiemu, która opisuje porządek wszechświata, jaki ustanowił Bóg. Podstawową zasadą postmodernizmu jest przekonanie, że każda rzeczywistość jest tworem społecznym, że prawda i rzeczywistość nie mają trwałej i obiektywnej treści - w istocie, one po prostu nie istnieją. Rzeczywistość należałoby postrzegać raczej jako tekst podlegający interpretacji. Dla kultury postmodernistycznej jest sprawą obojętną, czy ów tekst będzie interpretowany w ten czy inny sposób: wszystkie interpretacje mają bowiem równą wartość. Jeśli zatem nie istnieje nic, co dane jest z góry, wtedy normy i struktury społeczne, polityczne, sądowe i duchowe można dowolnie dekonstruować, w zależności od przemian społecznych w danym momencie. Postmodernizm podnosi do najwyższej rangi dowolnie pojmowaną suwerenność jednostki oraz jej prawo wyboru. Globalna etyka postmodernistyczna wychwala różnice, różnorodność opcji, różnorodność kulturową, wolność kulturową, różnorodność seksualną (różne orientacje seksualne). Promowanie tak rozumianej różnorodności jest w istocie postrzegane jako wyzwolenie człowieka spod uwarunkowań narzuconych mu przez Boga". (M. Peeters, Nowa etyka..., s. 21-22).
Ktoś może powie, nie wpadajmy w histerię...bo znowu te tematy...wiadomo jakie...Ale niezależnie od tego, jaką się przyjmie argumentację naukową, jak to przełoży się na język polityczny, jak to zostaje wdrażane w wychowanie..., niezależnie od tego, jakie autorytety za tym się opowiadają, to fakt, że jest to próba wyzwolenia człowieka spod uwarunkowań narzuconych rzekomo przez Boga, wskazuje, jakie to ma pochodzenie i, że ojciec kłamstwa jest tego pomysłodawcą, i że jest to przeciw samemu człowiekowi, i jest owym buntem wobec Boga - "nie będę służył".

Trzeci wątek.
Dziś będziemy mieli możliwość przystąpienia do Sakramentu chorych - jest to coś, co oznacza, że sam Jezus wychodzi dziś naprzeciw ze swoją łaską i umocnieniem. Na ile jesteśmy w stanie, otwórzmy się na Jego Obecność.

Zakończenie.
Nie dajemy prostych rozwiązań, ale ważne jest, aby być na drodze prostej, która prowadzi do nieba i jest zgodna z Wolą Bożą. A kto sam gorąco pragnie nieba, ten nigdy tam sam nie wchodzi, tzn. zawsze kogoś ze sobą zabierze i niech to będą Ci najbliżsi...
Wprowadzenie.
Czas Adwentu jest przygotowaniem zasadniczo na ostateczne przyjście Pana i dlatego ów dramat walki o dusze swoich dzieci nabiera szczególnego znaczenia. Ale ta walka musi dokonywać się w pokoju.

I. Wątek z "Wyznań"
"Tu od razu powaliła mnie ciężka choroba, która o mało co nie zepchnęła mnie do piekła z brzemieniem obarczających mnie grzechów, jakie popełniłem przeciw Tobie i przeciw sobie samemu, a także przeciw innym ludziom - wielu ciężkich win dołączonych do owych kajdan grzechu pierworodnego, przez który wszyscy w Adamie umieramy. Jeszcze żadnego z tych grzechów nie odpuściłeś mi w Chrystusie. Jeszcze nie rozerwał On na krzyżu owej nieprzyjaźni, jaką grzechy moje uplotły między mną a Tobą. Jakżebyś mógł ją rozerwać na krzyżu, gdyby był tylko widmem - jak wówczas o Nim mniemałem? Jak pozorna wydawała mi się śmierć Jego ciała, tak prawdziwa była śmierć duszy mojej. A jak prawdziwa była w istocie śmierć Jego ciała, tak pozorne było życie duszy mojej, która w to nie wierzyła. Gorączka się wzmagała. Byłem już bliski śmierci i zguby duszy. Dokądże bym odszedł, gdybym wówczas umarł? Czyż nie w ogień i mękę, godne moich czynów według twego sprawiedliwego prawa? Moja matka nie wiedziała o tej chorobie, ale z dala modliła się w mojej intencji. Ty, wszędzie obecny, wysłuchiwałeś jej tam, gdzie przebywała. A tu, gdzie ja byłem, pochylałeś się miłosiernie nade mną, abym odzyskał zdrowie ciała, chociaż serce bluźźniercze było nadal pogrążone w chorobie. Bo nawet w tak wielkim niebezpieczeństwie nie zapragnąłem jeszcze Twego chrztu. Lepszy byłem dawniej, jako chłopiec, gdy żądałem tego od pobożnej matki, jak to już wspominałem i wyznałem. Dorastając stałem się gorszy i jak błazen śmiałem się z Twoich lekarstw. A Ty mnie uchroniłeś od podwójnej śmierci. Gdybym umarł w tym stanie, serce mojej matki już by nigdy nie przestało krwawić po takim ciosie. Nie potrafię słowami wyrazić, jak bardzo mnie kochała i o ile bardziej cierpiała rodząc mnie do życia duchowego, niż wtedy, gdy mnie wydawała na świat" (Wyznania V 9, s. 104-105).
Uderza w tym tekście jego podejście do matki. Wiemy, że uciekł od niej do Rzymu, choć był chory i groziła mu śmierć, to jak błazen śmiał się z lekarstw, które podsuwał mu Pan...ale miał świadomość matki i zdawał sobie sprawę, że za niego się modli i zdał sobie sprawę dopiero po latach, że w tym momencie jej cierpienia były o wiele większe niż wtedy, kiedy go rodziła na świat. Po latach poddaje się wobec miłości swojej matki i nie jest w stanie jej ogarnąć i wyrazić. Matka jest dla niego wyrzutem, nie może jej wyrzucić z pamięci...a poza tym, jest rzeczywistość duchowa, rzeczywistość duszy i tu jego matka może oddziaływać przez swoją modlitwę, może się przyczynić do jego duchowego odrodzenia.

II. Wątek M. Peeters:
"Porozumienie globalne jest, jak to ujmuje żargon ONZ, produktem wielu interesariuszy. Oznacza to, że wszyscy "obywatele świata" mają się w nie zaangażować poprzez tworzenie programu, popieranie go, nauczanie, wdrażanie i egzekwowanie: nie tylko rządy, ale też organizacje pozarządowe, podmioty społeczeństwa obywatelskiego, grupy kobiet, koła biznesu, branże przemysłu, społeczności naukowe i technologiczne, rodziny, dzieci i młodzież,środowiska akademickie, zrzeszenia, związki zawodowe, eksperci, władze lokalne, rolnicy, ludność tubylcza, media, imamowie, pastorzy...Etyka globalna stawia się zatem ponad suwerennością narodową, ponad autorytetem rodziców i wychowawców, a nawet ponad nauczaniem światowych religii. Omija ona wszelką prawowitą hierarchę. Ustanawia bezpośredni związek między nią samą a pojedynczym obywatelem, co stanowi jedną z istotnych cech dyktatury" (38). Dyktatura słodka i rozrzewniająca to jedna sprawa i pod tym względem nigdy słodycz dyktatury nie została doprowadzona do takiej perfekcji, ale jest to możliwe. Ponieważ mówi się o osobie, o prawach człowieka i byciu kimś zaangażowanym w sprawy tego świata przez bycie jego obywatelem. A zarazem uleciała z osoby dusza nieśmiertelna - pozostała tylko jakaś wiązka świadomości, jakieś odczucie swojego ja, które chce mieć spokój, chce być syte, chce doznawać różnych wrażeń, które chce być elegancko przebrane ...a bez pamiętania o tym, że ma się duszę nieśmiertelną trudno mówić o czymś dalszym poza tym życiem, trudno mówić o sumieniu....wówczas bez duszy dyktatura słodka takiej czy innej platformy jest swoistym zbawieniem.

III. Wątek z Ewangelii dnia
Dobry pasterz, który ma 100 owiec, a to znaczy, że jest kimś bogatym, idzie i szuka tej zagubionej. Czy jednak nie mamy w sobie wątpliwości, co do owego szukania nas. Tu trzeba zachować dużo wewnętrznej wrażliwości, aby nie dać się zwieść. Tu trzeba zachować dużo wewnętrznej uczciwości, aby odpowiednio interpretować swoje życie, bo można w sobie odczytać podpowiedzi... nie, to tylko pozory, nie ma żadnej troski Boga o mnie... Święta Teresa od Jezusa daje świadectwo o tym, że Pan jej szukał, aż w końcu ją odnalazł i do siebie przyprowadził. Nie jest to tylko z jej strony jakiś zabieg.
I trzeba czasu, aby zobaczyć wielką troskliwość Jezusa, Dobrego Pasterza o nas.
Wprowadzenie
Nasza refleksja wpisuje się w obecny kontekst liturgiczny, w którym pochylamy się nad sprawami ostatecznymi, nad Tajemnicą ostatecznych rozstrzygnięć, czy to w wymiarze jednostkowym, czy całej ludzkiej historii. Każdy z nas jest na etapie tej swojej historii. I każdy z nas powinien sobie zadać pytanie o to, czy właściwie wyczuwa cały dramat tego, co dzieje się z każdym z nas i tego, co dzieje się wokół nas.

I. Wątek - "Wyznania" św. Augustyna, V 8.5, s. 104;
"Powiał wiatr i napełnił nasze żagle. Brzeg począł się oddalać od naszych oczu. Tego rana ona szalała z bólu, skarżąc się Tobie i jęcząc, bo myślała, żeś wzgardził jej modlitwą. Ty zaś pozwalałeś, aby moje własne pragnienia pognały mnie ku kresowi tych pragnień; a jej zbyt zazdrosną miłość do syna poddałeś słusznej chłoście smutku. Bo jak to zwykle dzieje się u matek - i znacznie bardziej niż u większości z nich - chciała mieć mnie zawsze przy sobie. A nie wiedziała, jaką radość miałeś jej zgotować skutkami mojego wyjazdu. Nie rozumiała tego, więc płakała, zanosiła się płaczem. Cierpienia, jakich doznawała, świadczyły o tym, że odziedziczyła brzemię Ewy, poszukującej w bólu tego, co w bólu urodziła. Ale w końcu przestała mnie oskarżać o zdradę i okrucieństwo i od nowa zaczęła się modlić do Ciebie w mojej intencji. Wróciła do swoich zajęć domowych, a ja zbliżałem się do Rzymu".
Pamiętamy, że Augustyn uciekł przed matką dopuszczając się przy tym wobec niej wybiegu, oszustwa. Sytuacja stała się trudna. Monika jednak była zaborcza wobec syna, co sam przyznaje: "Bo jak to zwykle dzieje się u matek - i znacznie bardziej niż u większości z nich - chciała mieć mnie zawsze przy sobie". I jak zaznacza syn, Pan dopuścił, że doznała słusznej chłosty smutku.... Ale jej samej groziło jednak zamknięcie się w smutku, bo mogła nie zaprzestać oskarżać syna o zdradę i okrucieństwo... Jednak zaprzestała i zaczęła się na nowo modlić w jego intencji, i... co jest bardzo ważne, wróciła do swoich zajęć domowych... Czyli: na nowo podjęte modlitwa i zajęcia domowe. Pamiętajmy, że miała jeszcze dwoje dzieci, syna i córkę.

II. Wątek- Zagrożenie globalizacją
Marguerite A. Peeters, "Nowa etyka w dobie globalizacji", 39, 19-20: "Kolejnym skutkiem przyjęcia zasady partnerstwa było wykształcenie się nowych standardów politycznych, takich jak: dobre współrządzenie, demokracja uczestnicząca, porozumienie wielu interesariuszy oraz ponadpaństwowe sieci współrządzenia. Podstawą owych standardów nie jest zasada reprezentacji demokratycznej (która z kolei sama związana jest z wartościami uniwersalnymi), ale właśnie zasada partnerstwa, de facto wywodząca się z etyki globalnej. Te nowe standardy kryją w sobie niebezpieczeństwo przeniesienia prawowitego autorytetu moralnego wybranych rządów na rzecz niewybranych grup reprezentujących wąskie interesy, które nie tylko działają bez legitymizacji, ale często mają radykalne poglądy. Demokracja uczestnicząca oraz dobre współrządzenie nie tworzą spójnej całości z demokracją pośrednią. Ponieważ są one traktowane jako jej dopełnienie, funkcjonują na płaszczyźnie równoległej, poza sferą kontroli tradycyjnych procesów demokratycznych".
I tego rozdziału pomiędzy demokracją, a owymi grupami reprezentujących wąskie interesy zasadniczo nie chwytamy. Czyli w restauracji z napisem "demokracja" podaje się nam danie, które nie zostało w niej przygotowane... czy słyszycie ten chichot historii... ten chichot Hitlera, który przed 1939 roku uchodził za człowieka, który chciał zachować pokój w Europie, ten chichot Stalina, który był obrońcą ludu i ojcem narodu, a karmił ich ołowiem kul albo wypłacał dziesiątkami albo czerwieńcami lat niewolniczej pracy w gułagach, ten chichot walki o pokój na świecie w latach 50 i 60-tych, gdyż Sowieci musieli się dozbrajać...
...kolejne przedstawienie trwa...sztuka rozwija się pięknie, aktorzy wyborowi, oprawa sceniczna ujmująca... ręce składają się do klaskania... a jednak nie, zatrzymaj się z tym klaskaniem, nadstaw dobrze ucha, a może usłyszysz chichot. Nie słyszysz nic... nikt nie woła... to tylko zwidy biednych katolików... A może Twoje sumienie nie jest jeszcze przepalone i chronisz je, aby go nie dotknęło słowo Ewangelii, nie można się narażać na złe samopoczucie... A może jednak trzeba...?

III. Ewangelia z dnia: Łk 17, 7-10.
"Tak i wy, kiedy wykonacie wszystko, co wam polecono, mówcie: "Jesteśmy nieużytecznymi sługami. Wykonaliśmy to, co było naszą powinnością".
Może się okazać, że po ludzku Wasze życie nie przyniesie żadnej satysfakcji, bo w wymiarze życia duchowego nie dojdziecie do odrobiny kontemplacji, do jakiegoś doświadczenia obecności Boga, bo w wymiarze życia zawodowego i udzielania się społecznego zrobi się wokół Was pusto, jakieś pilne terminy przeminęły, jakoś oczekujących spraw i osób tyle co nic... w wymiarze życia rodzinnego może się okazać, że dzieci i wnuki co jakiś czas złożą jałmużnę z krótkich telefonów, pośpiesznych odwiedzin, zdawkowych pytań, aby nie otwierać niepotrzebnych list oczekiwań, bo przecież oni nie mają czasu... dobry rodzic, powinien to wyczuć... I co wtedy?
Póki jeszcze nie rozgości się ów niemiec Alzheimer w naszej świadomości - należy trwać przy tym zdaniu dzisiejszej Ewangelii - wykonaliśmy to, co było naszą powinnością.
I zakończę fragmentem listu św. Teresy od Jezusa o jej przyjaciółce żyjącej w świecie, która po ludzku nie doznała żadnych szczególnych łask i pisze zarazem do osoby, do nowicjuszki, którą do takiej bezinteresownej służby zachęca: "Przypomniałam sobie pewną świętą, którą poznałam w Avili1. Jej życie, jak widać, było naprawdę święte. Wszystko, co miała, oddała Bogu, tak że został jej tylko koc, którym się przykrywała. Ale i ten koc oddała. Wkrótce Bóg dopuścił na nią okres bardzo ciężkich doświadczeń i oschłości wewnętrznych. Wtedy bardzo narzekała i mówiła: Taki to jesteś, Panie? Kiedy mnie zostawiłeś bez niczego, teraz mnie opuszczasz? Tak to, moja córko, Jego Majestat należy do tych, którzy za wielkie usługi płacą cierpieniami. I nie może być lepszej zapłaty, bo one są ceną za miłość Bożą.
Ja wielbię Boga za to, że wasza wielebność postępuje wewnętrznie w cnotach. Oddaj Mu swoją duszę, która jest Jego oblubienicą, a On zaopiekuje się nią i poprowadzi tą drogą, która ci bardziej odpowiada. Również nowość życia i ćwiczeń zdaje się pozbawiać cię pokoju, ale później wszystko wróci. Dlatego proszę wcale się tym nie martwić. Proszę sobie cenić to, że możesz pomagać dźwigać krzyż Bogu i nie goń za przyjemnościami, co jest cechą żołnierzy najemnych, żeby zaraz żądać dziennego żołdu. Służ bezinteresownie, jak to czynią królowi grandowie Hiszpanii. Niech Król nieba będzie z tobą" L 449,3-4.

Zakończenie
Co jest naszą powinnością? Nie musem, nie przekleństwem, ale powinnością, czyli wezwaniem do posługi w Kościele, razem z Jezusem, posługi w tym właśnie czasie?
I. Wątek św. Augustyna
1. Zaczynamy od wątku św.Augustyna, czyli od tego, co mówi on o swojej Matce.
2. Święty Augustyn postanawia udać się do Rzymu.

Ty wiedziałeś, Boże, dlaczego opuszczam jedno miejsce i udaję się do drugiego. Ale prawdziwej przyczyny nie odsłaniałeś ani przede mną, ani przed moją matką, która mój wyjazd gorzko opłakiwała i odprowadziła mnie aż nad morze. Kurczowo się mnie trzymała, mając nadzieję, że albo ulegnę próśbom i zostanę, albo zabiorę ją z sobą. Zwiodłem ją wymówką, że jest ze mną przyjaciel, z którym nie chcę się rozstać, dopóki nie powieje wiatr i jego okręt nie ruszy. Okłamałem matkę - i to taką matkę! - a uniknąłem kary. Tyś miłosiernie odpuścił mi i to, chroniąc mnie od grozy fal morza, chociaż byłem napełniony taką ohydą, i zachowując mnie dla wody Twej łaski. Woda ta miała mnie obmyć i powstrzymać strumień łez, którymi matka moja codziennie ziemię skrapiała, pochylając głowę w modlitwie zanoszonej w mojej intencji ku Tobie. Ale nie chciała wrócić do domu beze mnie i osiągnąłem tylko tyle, że spędziła tę noc w znajdującej się niedaleko od naszego okrętu kaplicy poświęconej błogosławionemu Cyprianowi. Tej samej nocy ja potajemnie odpłynąłem, ona zaś została modląc i płacząc. A o cóż Ciebie prosiła, Boże mój, wśród tylu łez, jeśli nie o to, żebyś nie pozwolił mi odpłynąć? Lecz Ty, głęboko rzecz ujmując i wysłuchując prawdziwej treści jej życzenia, pominąłeś to, o co wówczas prosiła, aby ze mną uczynić to, o co Ciebie prosiła zawsze" (V 8, s. 103-104). Św. Augustyn oszukuje swoją matkę.
Ale czy ucieka od matki, która chce go zniewolić swoją osobą, czy też ucieka od matki, która mu przypomina o Bogu i która modli się o to, aby podjął w swoim życiu kierowanie się wolą Bożą? Są to dwie różne sytuacje. W pierwszej, być może ucieczka byłaby nawet wskazana. Jednak tu chodzi o jego duszę i matka tę walkę podjęła. Ale ta walka nie przebiega tak, jakby ona tego oczekiwała.


II. Etyka globalizacji
"Logika zasady partnerstwa zakłada dążenie do przyznawania coraz większej władzy politycznej partnerom, kosztem prawowitych władz. Nie jest zatem czymś nieuzasadnionym zastanawianie się, czy zasada partnerstwa nie przyczynia się w zasadniczy sposób do dekonstrukcji systemu demokratycznego. Mimo to utwierdziła się ona z taką siłą, że doprowadziła do powstania globalnej kultury partnerstwa" (M. Peeters).
Ten fragment z pewnością odczytujemy bez trudu w konkretnych rozwiązaniach społecznych ośrodków opiniotwórczych. Uderza w tym wszystkim przewrotna przebiegłość, prowadząca człowieka ku upodleniu i potępieniu. Czy taki jest cel? Jak jednak w dzisiejszym świecie, zachować prostotę gołębicy i przebiegłość węża. Bez oparcia się o Jezusa człowiek się łatwo zagubi. A pewnych działań nie może odkładać na jutro.


III.Ewangelia z dnia
Marta i Maria. Każdy z nas nosi w sobie i Martę i Marię. Nie łatwo jest doprowadzić je do współpracy. Każda z nich ma swoje pokusy. Marta może się zanurzyć w zatroskaniu o innych, ale według własnej recepty, Maria zaś może się zanurzyć w słuchaniu siebie, ale bez słuchania Jezusa. Marta i Maria mają ze sobą współpracować. Maria ma słuchać, zaś Marta ma wypełniać. Ale jak to przełożyć na układ życia w rodzinie, aby Marta była zatroskana, a zarazem, aby słuchała i wyczuwała jak Maria. Myślę, że podobna walka i zmaganie trwało w św. Monice.
Zanim Marta i Maria spotkają się ze sobą, upłynie pewnie sporo czasu. Św. Teresa pisze, że ma to miejsce dopiero w siódmych mieszkaniu: "Uwierzcie mi, że Marta i Maria muszą pozostawać razem, aby mogły ugościć Pana i mieć Go zawsze ze sobą, a jak zdołałyby Go dobrze ugościć, nie podając Mu nic do zjedzenia? W jaki sposób zdoła Maria podać Mu coś do zjedzenia, skoro siedzi nieustannie u Jego stóp, jeśli jej siostra nie dopomoże jej w tym? A Jego pokarmem jest, abyśmy na wszelkie sposoby, na jakie zdołamy, przybliżały dusze do Boga, aby zostały one zbawione i nieustannie Go wychwalały".
W dniu 10.04.2012 r. odbyła się Msza św. wspólnoty św. Moniki oraz spotkanie (zobacz)